I już - po biedzie Maszyna
mera dog |sale konferencyjne sopot |Dior Poison„I już — po biedzie. Maszyna szalu nocnego stolicy turkotała coraz zajadlej, dysząc parą perfum i dzwoniąc potrącanymi kieliszkami. Mecenas Grossenberg, spojrzawszy ukradkiem na zegarek, już zamierzał był się pożegnać. Nie zdążył jednak tego zrobić.
Bowiem redaktor półurzędówki ni stąd ni zowąd znów obejrzał się za siebie, to za jedno ramię, to za drugie. — A cóż to się tutaj wciąż dzisiaj dzieje... Co oni grają ani to marsz, ani to opera...
Miał rację... Z niewiadomych na razie powodów oberek urwał się w środku i oto po krótkiej przerwie zabrzmiało coś w rodzaju fanfar, przypominających poważną operową uwerturę. I wtem cała publiczność powstała z miejsc.
— Niech państwo wstaną, niech pan wstanie! — szepnął opasły kelner do Trumfa. — Czy nie słyszy pan, że to hymn narodowy!...
— Hymn... jaki
Jednocześnie w głębi, na prawo od lady bufetowej szeroko rozwarły się drzwi wejściowe. Widać było maitre dhótela, jak napuszony i majestatyczny, położywszy dłoń na klamce, ciągnie ku sobie połówkę oszklonych drzwi, by jeszcze bardziej poszerzyć przejście, i jak zarazem usiłuje nie poruszyć swym tułowiem wypiętym na baczność. Fanfary grzmiały. W pewnej chwili jego obramiona czarnymi włosami łysina pochyliła się — podbródkiem dotknął swego gorsu — a przez próg weszło dwóch postawnych i nad wyraz urodziwych adiutantów bielejących akselbantami. Szli szybkim krokiem po dywanie, by minąwszy bar, skręcić na lewo. Wszyscy nadal stali nieruchomo z opuszczonymi ramionami. Wtedy przez drzwi weszła grupa wyższych wojskowych w gali. Na przedzie, w ślad za adiutantami posuwało się kilku oficerów w jakichś obcych dla naszego oka mundurach. Twarze ich również wydawały się obce — trudno orzec, na czym ta obcość polegała, ale od razu było widać, że to nie nasi. Natomiast o dwa kroki za nimi szła nasza generalicja, też w gali i też błyszcząc sutą plecionką, co zdobiła im wysokie kołnierze. Dopędziwszy adiutantów, przystanęli, by wyprężywszy się, zamrzeć na baczność. Znajome twarze naszych generałów i sztabowców miały świąteczny, ale zarazem stroskany wyraz niczym u ludzi, którzy uśmiechem usiłują zamaskować kłopoty. Przedwojenny nastrój, przedwojenny! mignęło naraz w głowie mecenasa... W istocie — trzydzieste lata zbliżały się już niejako ku końcowi. Rozległo się parę ostatnich taktów hymnu, po czym wszystko na chwilę się uciszyło. Adiutanci, spieszący do dwóch wielkich lóż, co naraz okazały się puste i bielały karteczkami „zarezerwowane", nie zdążyli jeszcze się poruszyć, by utorować obcym gościom sztabowym do nich drogę, gdy ktoś w przeciwległym kącie zaczął zajadle, prawie histerycznie klaskać. Była to ta sama pani, w ciemnowiśniowej sukni, która gryząc chusteczkę nie tak dawno temu cofała się do swego miejsca, kiedy to w powietrzu migała czyjaś ręka z pistoletem. Teraz biła dłonią o dłoń i chociaż publiczność już siedziała w swych lożach, wciąż stała wyprostowana. W ślad za jej oklaskami posypały się inne.“(3)
<<<< Powoli walka przenosi
| -Skąd masz pewność >>>>
srebrne |spy sweeper |alveo